Ogre i Długie pióro nad Bałtykiem

Maluch, jak widać, jest urządzeniem wielofunkcyjnym. Całe szczęście, bo żaden stół by się do środka zapakować nie dał.

Jak dwóch niepijących wznosi toast urodzinowy? Oczywiście tym to jest pod ręką, w tym wypadku były to kanapki.

Na ryby? Czemu nie, pod warukiem, że kutrem. Połów detaliczny nas nie bawi.

Ach jak przyjemnie... Szkoda tylko, że przed przednią szybę nic nie widać i trzeba sterować w dość nietypowy sposób.

Zabić, wypatroszyć i obedrzeć ze skóry!!!!!!!

Ach te baby. Przejdą kilometr i juz padają.

Co ona by zrobiła bez Ogra?

Człowiek stara się jak może, żeby dogodzić, a co dziewczyny na to? Spójrzcie na ich miny.

Hmmm... no... ten... tego... na swoje usprawiediwienia mam, że przeszedłem dwa kilometry i to po wypiciu piwa. :)

Nie ma to jak tradycyjna morska kuchnia...

Wczasowicze latem, nad morzem i bez okularów przeciwsłonecznych? Tak być nie mogło.

Na wszelki wypadek informuję, że obaj mamy prawo jazdy.

Chwilę potem skoczył... ;)

Po dokładnych oględzinach stwierdziliśmy, że nie ma tabliczki z zakazam włażenia.

Ogre ma takie zboczenie zawodowe, że ciągnie do każdego zamku...

Jedno zdjęcie mu nie wystarczyło. Uparł się, że chce jeszcze jedno na balkonie (Julia się w nim odezwała, czy co?). Zresztą i tak go prawie nie widać.

A ja na tą wieżę wlazłem bez najmniejszego wysiłku. :P

Ogre - ochroniarz Batmana.

Kolejne miłe dziewczyny. Jak widać towarzystwa nam nie brakowało. :)

Teleskopu co prawda nie zabrałem, ale nie do pomyślenia było, żebym pojechał bez niczego.

Tym z kolei serdecznie dziękujemy za gościnę.